Już od dawna, od zarania...

gallery_(15)

„Już od dawna, od zarania – poprzez wszystkie wieki – ciągną się popiskiwania, skomlenia i szczeki. – Idą pełne animuszu – wspólnie z nami drogą – cztery łapy – para uszu – oczy – nos i ogon”

[Ludwik Jerzy Kern]

 

Kiedy dzieci poszły w świat, a mąż arystokratki załatwiał ważne sprawy biznesowe w Warszawie czy w Zamościu, damy dworu znużone ciągłym szydełkowaniem i graniem na fortepianie oddawały się radości wynikającej

z towarzystwa swoich włochatych pupili. Psy na dworach i w pałacach zajmowały znamienite miejsce pośród ich bywalców i dzięki posiadanym predyspozycjom były wykorzystywane w charakterze specyficznych podopiecznych

i bliskich przyjaciół. Do cech, które je wyróżniały należały bez wątpienia: wierność, posłuszeństwo, frywolność

w zabawie, piękno i puszystość miła w dotyku.

 

Na obrazach i fotografiach zachowały się podobizny ukochanych pupili mieszkańców kozłowieckiego pałacu. Do najczęściej spotykanych ras należały jamniki szorstko- i krótkowłose, pudle, chiny japońskie, spaniele, coton de tuleare oraz większe leonbergery. W kozłowieckim pałacu dochodziło już czasem do sytuacji, że goście potykali się o psy, które frywolnie ganiały po wszystkich korytarzach i salonach. Najbardziej zauroczona urodą małych jamników okazała się jednak Zosia Wodzicka, córka Jadwigi i Ludwika, siostrzenica Konstantego, która bardzo ochoczo odwiedzała wuja w Kozłówce, aby z uwielbieniem i zapałem oddawać się zabawom z pieskami, do tego stopnia, iż zdarzało się jej zapominać o ważnych sprawach, jak jedzenie czy nauka języka francuskiego. I choć psy I ordynata na Kozłówce miały już swoje imiona, Zosia nie omieszkała ochrzcić ich po swojemu, jako Puszek i Sonia.

Kozłowieckie jamniki, ulubieńcy niani Leszka i Michała Zamoyskich, pojawiają się też we wspomnieniach Antoniego Brzozowskiego, brata ostatniej właścicielki Kozłówki: „Przemiła staruszka w asyście dwóch jamników, jednego czarnego, zawsze wściekłego, i przymilnego – brązowego. Mieszkałem kiedyś obok w małym pokoiku i każde moje głośne zachowanie powodowało ujadanie czarnego”.

 

Inną z ras, która w szczególny sposób przypadła do gustu Zamoyskim, był bez wątpienia seter irlandzki. Psy te cechują się bystrością, żywiołowością, energią i entuzjazmem, przyjaznym podejściem do ludzi, a przede wszystkim do dzieci. Rasa ta była jedną z ulubionych ras matki rodu Zamoyskich – Zofii i jej dzieci, które wykorzystywały niebywałą siłę tego psa między innymi do ciągnięcia sanek w zimie. 

 

Część ras postrzegana była w charakterze stricte ozdobnym i towarzyskim, jednak nie mogło zabraknąć miejsca dla bardziej przydatnych psiaków myśliwskich. Łowiectwo ma w Kozłówce bardzo bogatą i długą tradycję, dlatego też

i psy musiały być wyjątkowe. Za najbardziej popularne rasy psów myśliwskich wśród Zamoyskich uchodziły między innymi beagle, poszczególne odmiany pointera i chart greyhound. Ten ostatni uważany był za osobnika odpornego na trudne warunki, wytrzymałego oraz odważnego i zaprawionego w walce z dzikim zwierzem, będącego przy tym pełnym wytwornej elegancji. Najbardziej jednak znaną i najczęściej wykorzystywaną przez dawnych arystokratów był rasa zwana: psem św. Huberta. To właśnie ten święty jest patronem wszystkich myśliwych i firmuje swoim imieniem najważniejszą imprezę myśliwską, jaką jest święto Hubertusa.

 

Co ciekawe, podczas polowań organizowanych dla Konstantego Zamoyskiego i jego brata Jana, kozłowiecki krawiec przygotowywał nie tylko ciepły ubiór dla hrabiów, ale i okrycie dla ich czworonożnego kompana polowania, którym był bernardyn krótkowłosy zwany Zeusem.

 

W dzisiejszych czasach ludzie w większości poszukują psów typowo rodzinnych, które sprawdzają się jako najlepsi przyjaciele i kompani do towarzystwa, co nie oznacza, że tak jak kiedyś, tak i dziś, każdy z tych czworonogów nie wymaga z naszej strony właściwego, królewskiego traktowania.

 

Oprac. Adam Kościańczuk

Alert Systemowy