Więcej światła

gallery_(17)

W 2003 roku zbiory Muzeum Zamoyskich wzbogaciły się o ponad 300 latarni. To latarnie od powozów, dorożek, bryczek i karawanów. Wszystkie – a jest wśród nich podobno latarnia z bryczki, którą jeździł sam W.I. Lenin – ofiarowali Muzeum spadkobiercy znanego warszawskiego kolekcjonera, Władysława Majewskiego.

Zbieracz był z wykształcenia prawnikiem, pasjonatem krajoznawstwa. Podczas swoich licznych wypraw po Polsce przywoził do domu najróżniejsze skarby. Były wśród nich także i latarnie. Najstarsze, pochodzą z XIX wieku. Kolekcjoner był bohaterem licznych reportaży. W „Gazecie Wyborczej” opisywano go w sposób następujący: niczego nie odnawiał – starał się zachować oryginalna formę przedmiotów, uzupełniał jedynie ubytki, oczyszczał, wstawiał szybki. Nie miał zacięcia historycznego, nie prowadził dokumentacji zbiorów. Po prostu je kochał.

 

Kolekcja latarni „z duszą” trafiła do Kozłówki. W zamian za to, konserwatorzy Muzeum zobowiązali się do ich renowacji. Dotrzymali słowa, bo poddana tym zabiegom została już jedna trzecia zbioru. Część jest eksponowana w pałacowej powozowni. Konserwacja latarni nie jest prosta. Wiele z nich ma kosztowne, najprawdopodobniej kryształowe szkła. Znaczna grupa jest bogato zdobiona. Jak przywraca się blask latarniom ? Po szczegóły odsyłamy na wystawę „Spotkań Konserwatorskich – Sztuka Konserwacji 2014”, czynną do 12 maja w warszawskim Muzeum Techniki i Przemysłu.

Alert Systemowy