Z Kozłówki do Biarritz u stóp Pirenejów część II

gallery

W XIX wieku, równocześnie z rozbudową kolei, kulturą podróżowania oraz postępującą modą na morskie kąpiele, pojawiła się potrzeba odpowiedniego ubioru do wyjścia na plażę. Pierwsze stroje kąpielowe musiały chronić przed zimną wodą, więc bywały często wełniane, ale przede wszystkim musiały być takie, jak strój codzienny danej płci, czyli główną ich rolą było zakrywanie większości ciała. Różnice kroju i materiału w stosunku do codziennych obszernych damskich sukni tylko nieznacznie udogadniały kąpiele. Panowie ubierali się w tunikę, najlepiej z rękawami zakrywającymi ramiona, oraz w spodnie co najmniej zakrywające kolana. Z czasem nogawki i rękawy mogły być coraz krótsze, pojawiły się także trykoty kąpielowe. Niemniej, niezależnie od długości rękawów, męski strój kąpielowy obowiązkowo miał zakrywać tors; pod tym względem obyczaje zmieniły się dopiero w trzeciej dekadzie XX wieku. Panie natomiast początkowo kąpały się w strojach, które właściwie były sukniami, na tyle obszernymi, że odkryte pozostawały jedynie głowa, dłonie i stopy nieco powyżej kostek. Z postępem swobody moda pozwalała odkrywać coraz więcej ciała, a strój był wygodniejszy do pływania. Należy przypomnieć rzecz oczywistą, mianowicie w XIX wieku do kąpieli wydzielano osobne plaże dla kobiet i mężczyzn. Spotkania płci przeciwnych na plaży były niewskazane, a nawet karane.

Szczególnie ciekawym świadectwem obyczajowym jest wspomnienie kąpieli z „Autobiografii” Agathy Christie. Autorka opisuje co prawda czasy pierwszych lat XX wieku, ale nakreśla przy tym doskonały obraz konserwatywnej mody i obyczajów.

Miałam około trzynastu lat, gdy doszło do wielkiego przełomu – wcześniej, jak zapamiętałam, kąpano się przestrzegając ściśle separacji płci. Dla pań przeznaczono specjalnie Zatoczkę Kąpielową, małą kamienną plażę na lewo od Salonów Kąpielowych. Na bardzo stromej pochyłości znajdowało się osiem ruchomych kabin kąpielowych (…). Wchodziło się do takiej kabiny pomalowanej w barwne pasy, sprawdzało, czy drzwi z obu stron są porządnie zamknięte na zasuwki, i z pewną dozą ostrożności przystępowało się do rozbierania (…); kabina zaczynała się gwałtownie kołysać i toczyć wolno po kamieniach, rzucając cię z jednej strony na drugą (…).

Następnie kabina równie nieoczekiwanie się zatrzymywała, jak ruszała. Kończyło się wtedy rozbieranie i wkładało strój kąpielowy. Był to ubiór niezbyt estetyczny, zazwyczaj zrobiony z granatowej lub czarnej alpaki, z licznymi spódniczkami, falbanami i riuszkami, sięgający poniżej kolan i poza łokcie. Kiedy już go włożyłaś, odsuwałaś zasuwkę drzwi od strony wody. Jeśli kąpielowy był dla ciebie miły, to górny stopień znajdował się praktycznie na tym samym poziomie co woda. Wchodziłaś do niej i zanurzałaś się przyzwoicie po pas. (…)

Mowy naturalnie nie było o czymś takim jak opalanie się na plaży. Zaraz po wyjściu z wody, wchodziłaś do kabiny i wyciągano cię tak samo gwałtownie, jak przedtem opuszczano. Wynurzyłaś się z niej w końcu sina na twarzy, cała drżąca, z rękami i policzkami kompletnie zdrętwiałymi. Nigdy mi to nie zaszkodziło, muszę powiedzieć, i rozgrzewałam się mniej więcej w ciągu trzech kwadransów. (…)

Sama plaża była niewidoczna z okien Clubu, za to morze wokół tratwy owszem. Ojciec twierdził, że wielu panów spędzało czas na oglądaniu przez teatralną lornetkę kobiecych postaci ukazujących się, jak myśleli z błogością, niemal nago. Nie przypuszczam żebyśmy mogły wyglądać zbyt pociągająco w tych naszych niezgrabnych strojach kąpielowych.

Zatoczka Kąpielowa Panów ciągnęła się dalej wzdłuż wybrzeża. Tutaj panowie ubrani w swoje skromne trykoty mogli hasać do woli niewidzialni dla kobiecego oka. Czasy jednak się zmieniły i w całej Anglii upowszechniły się wspólne kąpiele pań i panów.

Przyniosło to niespodziewany efekt – wkładano na siebie jeszcze więcej niż poprzednio. Nawet Francuzki teraz zawsze się kąpały w pończochach, żeby nie pokazywać swoich grzesznych gołych nóg. Nie wątpię, że z typowo francuskim szykiem potrafiły zakryć się od szyi po nadgarstki, a cienkimi jedwabnymi pończoszkami podkreślić piękne nogi i wyglądać o wiele powabniej i bardziej grzesznie, niż gdyby wkładały stary, dobry angielski strój kąpielowy z krótkimi spódniczkami z marszczonej alpaki. Nie mam doprawdy pojęcia, dlaczego nogi uważano za coś tak zdrożnego – w całym Dickensie, jak tylko jakaś dama pomyśli, że ktoś ujrzał choćby jej kostki u nóg, wszczyna alarm. Już sam ten wyraz traktuje się jako śmiały. Jedna z podstawowych zasad kindersztuby, powtarzana zawsze, gdy się wspominało te części ciała, brzmiała: – Pamiętaj, że królowa hiszpańska nie ma nóg. (…)

Stroje kąpielowe pozostały nader cnotliwe w gruncie rzeczy aż do czasu mojego pierwszego zamążpójścia. Wprawdzie przyjęło się już wtedy koedukacyjne kąpanie, nadal jednak starsze damy i bardziej konserwatywne rodziny uważały je pod względem moralnym za rzecz wątpliwą. Niemniej postęp miał przemożny wpływ, nawet mama mu się nie oparła. Często wybierałyśmy się na takie plaże, gdzie dozwolona była kąpiel dla obu płci (…). O ile dobrze sobie przypominam, mężczyźni nie rwali się specjalnie do korzystania z uciech wspólnych kąpieli; trzymali się dość kurczowo własnego prywatnego rezerwatu. Ci, którzy pojawiali się na Meadfoot Beach, zazwyczaj czuli się zażenowani widokiem przyjaciółek swoich sióstr, ponieważ w dalszym ciągu uważali, że są niemal nagie.

Na początku obowiązywała zasada, że muszę kąpać się w pończochach. Nie wiem, jakim cudem Francuzki potrafiły utrzymywać je na nogach, bo mnie się to absolutnie nie udawało. Podczas pływania, po kilku energiczniejszych odbiciach, pończochy zjeżdżały z palców, a gdy wychodziłam z wody albo zsunęły się już zupełnie, albo pętały mi nogi w kostkach. Podejrzewam, że Francuzki zażywające morskich kąpieli, które pokazywano w żurnalach, wyglądały dlatego tak szykownie, że nigdy naprawdę nie pływały, tylko ostrożnie wchodziły do morza, po czym wychodziły i paradowały po plaży.

Ten dosyć szokujący dla współczesnego czytelnika opis dobitnie wyraża niedogodności modowych konwenansów zachowanych jeszcze w konserwatywnym klimacie prowincjonalnych plaży Kornwalii około 1900 roku. Modna plaża w Biarritz była znacznie bardziej liberalna, pod wieloma względami. Już w 1866 roku artykuł korespondenta gazety „Sacramento Daily Union” informuje:

W przeciwieństwie do większości miejsc kąpielowych we Francji, panie i panowie zażywają kąpieli razem. Panowie noszą spodnie sięgające kolan i krótkie tuniki sięgające lekko poniżej talii, a panie nakładają ten sam strój, z tym wyjątkiem że spodnie i tunika są zazwyczaj dłuższe. Niemała jednak liczba pań, które są właścicielkami szczególnie atrakcyjnych „mollets” (fr. „łydki” – przyp. aut.), noszą krótkie spodnie i większość z nich głowę nakrywa czepkiem.

W Dieppe lub w Boulogne przedstawiciel płci męskiej wystawia się na ryzyko bycia aresztowanym i uwięzionym, jeśli w czasie kąpieli pań zakradnie się w święty obszar tej części plaży, przeznaczonej dla wodnych rozkoszy dam, lub jeśli zostanie przyłapany na podglądaniu gdziekolwiek w pobliżu. Tutaj jednak wszyscy kąpiemy się razem, kłębiąca się z niesłabnącą siłą fala zbliża się ku nam, z rezerwą tysięcy mil Atlantyku, często natrafia na unoszącą się na wodzie rusałkę, bez krynoliny i koka, w słomkowym kapeluszu tudzież czepku i w mokrej sukni klejącej się do jej kończyn. W tej rusałce ledwo poznajemy kobietę właściwą, tę samą, która w obszernych sukniach i całym cudownym rynsztunku damskiej toalety poprzedniego popołudnia zaszczycała nas swoją obecnością podczas przechadzki przy dźwiękach muzyki.

Większość pań posiada „baigneur”, zwierzę ziemnowodne, tęgiego towarzysza, który turla je wśród fal i uczy je pływać, ogólnie dba o to by ich cenne życie nie zostało wystawione na ryzyko. W rzeczy samej, wielu dżentelmenów korzysta z „baigneurs”, bo ci są naprawdę niezbędni dla tych którzy nie umieją pływać, gdyż nie tylko fala jest bardzo silna, ale też powrotny prąd jest silniejszy niż na jakimkolwiek innym brzegu (…).

Siedem lat po tym jak zostały napisane te słowa, hrabia Konstanty Zamoyski i jego żona Aniela mieli okazję zaznać tej swobodnej atmosfery, zapewne w etykietowych strojach kąpielowych, takich jak uwieczniono na późniejszej fotografii z Detroit. Według słów autora artykułu z „London Society”: Trzy rzeczy są konieczne by móc odwiedzić Biarritz – czas, chęć i pieniądze. Wypoczynek w tak prestiżowej miejscowości, gdzie przyjeżdża crême de la crème europejskiej arystokracji z Francji, Anglii i Rosji, u stóp Pirenejów i nad brzegiem Zatoki Biskajskiej, upływał w atmosferze wystawności i elegancji, z nutą kurortowej swobody obyczajowej. Różne relacje z drugiej połowy XIX wieku jednogłośnie donoszą o typowych sposobach na wypoczynek: lenistwie, spacerach, popijaniu kawy, paleniu papierosów i kąpielach morskich, przesiadywaniu na plaży w upale lub wieczorami w kasynie, zawsze w wykwintnym towarzystwie europejskich elit.

Kolaż z romantycznego pejzażu i późniejszych rycin, fotografii i relacji na pierwszy rzut oka może się wydawać przypadkowy, ale wszystkie tropy prowadzą do Biarritz. To zestawienie otwiera małą panoramę na przemiany kulturowe w XIX wieku, w obyczajowości i modzie, ale także w mediach wizualnych. Opowieść rozpoczęta od emfatycznego kadru i kompozycji pejzażu z Biarritz w technice olejnego obrazu na płótnie do dużo bliższego współczesności medium fotograficznego, powielonego na trywialnej francuskiej pocztówce, kończy się w Kozłówce. Każdy obraz w Kozłówce i każdy ślad po Zamoyskich może odesłać nas do wielkich tropów i małych szczegółów historii i kultury, czasem w nieoczekiwanych zbieżnościach. Przy każdym warto się zatrzymać.

Opracowała Stefania Ambroziak

Alert Systemowy